inzynier pokladowy

W warunkach symulowanej grawitacji księżycowej koło wierzchołka paraboli obserwuję, jak uśmiechnięty inżynier pokładowy upuszcza ołówek na małą półeczkę przed sobą. Ołówek spada nienaturalnie powoli, niczym na zwolnionym filmie. Przez szybę kabiny obserwuję, jak chmury i horyzont wyskakują do góry, gdy nos samolotu opada w dół po przeleceniu przez wierzchołek paraboli. Potem widzę głębszy błękit Zatoki Meksykańskiej, gdy nurkujemy w jej kierunku. Patrzę na wysokościomierz: kręci się jak oszalały, gdy spadamy w stronę oceanu. Trudno cokolwiek porównać z odczuwaną wtedy euforią. W sumie spośród 21 uczestników tego lotu chorowało 10. Niestety, jeden z niedysponowanych doznał szoku i został wyniesiony z samolotu na noszach. Ktoś z załogi NASA powiedział, że taka reakcja jest bardzo rzadka.