niepokojace konsekwencje
pozwala wydawać pieniądze bez ograniczeń na reklamy atakujące lub popierające kandydatów, jeśli nie występują w nich takie zwroty, jak „gtosuj na", „gtosuj przeciw" czy „Smith do Kongresu". Duża część funduszy przeznaczanych na ten cel to miękkie pieniądze. Nie ma obowiązku informowania FEC o kosztach reklam związanych z „propagowaniem zagadnień merytorycznych", uznanych w 1976 roku przez Sąd Najwyższy za zgodne z prawem na mocy pierwszej poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Annenberg Public Policy Center, ośrodek dziatający w University of Pennsylvania, szacuje, że w roku 1998 demokraci i republikanie wydali w sumie na tego typu reklamy 64 mln dolarów. Przewiduje się, że tączne wydatki bezpośrednio związane z kampanią w 2000 roku, które poniosą kandydaci oraz partie polityczne w wyborach prezydenckich i do Kongresu, znacznie przekroczą kwotę 2.2 mld dolarów odnotowaną w roku 1996. Paląca potrzeba zdobywania środków na kampanie wyborcze ma różne niepokojące konsekwencje, chociażby takie, że kongresmani muszą poświęcić wiele czasu na zabiegi o wsparcie finansowe. Mimo to, w porównaniu z innymi państwami demokratycznymi, Stany Zjednoczone nie zaliczają się do najbardziej skorumpowanych. Wtochy i Japonia na przyktad nękane są dużo poważniejszymi skandalami wokót finansowania kampanii wyborczych niż USA,